merlin.pl

Aranżacje:

Krzysztof Herdzin (1-3, 5, 7, 10, 11, 12)
Wojciech Zieliński (4, 6, 8, 9, 13)


Muzycy:
Krzysztof Herdzin – fortepian, instrumenty klawiszowe
Wojciech Zieliński - instrumenty klawiszowe
Paweł Perliński – fortepian
Cezary Konrad – perkusja
Wojciech „Malina”Kowalewski - perkusja
Zbigniew Wegehaupt – kontrabas
Henryk Miśkiewicz – saksofony
Robert Majewski – trąbka
Andrzej Rękas - puzon
Marek Napiórkowski – gitara elektryczna
Dorota Miśkiewicz – śpiew (9)
Mariusz „Fazzi” Mielczarek - saksofon
oraz kwartet smyczkowy


Tytuły utworów:
1. Bądź moim natchnieniem (muz. Antoni Kopff, sł. Wojciech Młynarski)
2. Pod papugami (muz. Mateusz Święcicki, sł. Bogusław Choiński, Jan Gałkowski)
3. Przedostatni walc (muz. Janusz Sent, sł. Wojciech Młynarski)
4. Szeptem (muz .Jerzy Abratowski, sł. Jacek Korczakowski)
5. Miłość swe humory ma (muz. Jerzy Matuszkiewicz, sł. Agnieszka Osiecka)
6. Życzenia z całego serca (muz. Andrzej Zieliński, sł. Andrzej Jastrzębiec-Kozłowski)
7. Jak to dziewczyna (muz. Stefan Rembowski, sł. Andrzej Bianusz)
8. Uciekaj moje serce (muz. Seweryn Krajewski, sł. Agnieszka Osiecka)
9. Czas rozpalić piec (muz. Włodzimierz Nahorny, sł. Jan Wołek)
10. Jej portret (muz. Włodzimierz Nahorny, sł. Jonasz Kofta)
11. Życzenia na dziś (muz. Krzesimir Dębski, sł. Jacek Cygan)
12. Czas nas uczy pogody (muz. Krzesimir Dębski, sł. Jacek Cygan)
13. Melodią wracasz do mnie (muz. Janusz Sent, sł. Wojciech Młynarski)



"Melodią wracasz do mnie"  to tytuł Pana płyty poświęconej piosenkom o miłości. Czy to w Pana życiu istotny temat?
Myślę, że miłość to istotny temat w życiu każdego z nas. Melodią wracasz do mnie to tytuł ostatniej piosenki na płycie, jedynej premierowej; wszystkie inne utwory to przecież bardzo dobrze znane Polakom przeboje. Melodią wracasz do mnie dostałem niejako „w prezencie” od Janusza Senta i Wojtka Młynarskiego cztery lata temu, kiedy nagrywałem materiał na tą płytę. Ta piosenka stała się doskonałą puentą, wyrazem myśli przewodniej płyty – wraz z piosenkami sprzed lat powracają do nas wspomnienia, obrazy, emocje. Że piosenka, dobra i piękna piosenka – taka, która towarzyszy kolejnym pokoleniom, stanowi rodzaj pamiętnika w naszej emocjonalnej pamięci i dzięki temu pamiętnikowi możemy cofnąć się troszeczkę do tych kolorowych, wspaniałych wspomnień, głównie o miłości, które każdy w sobie nosi.

A jednak w pana przedmowie do płyty pisze pan z lekkim rozgoryczeniem: najpierw przychodzi oczarowanie, później niestety wkrada się proza życia, która osłabia uczucie i jakoś nieoczekiwanie oddala ich od siebie…
Miłość to taki temat, którego ludzkość nigdy do końca nie zgłębiła i pewnie nie zgłębi. Nikt nie ma gotowej recepty na to, jak realizować swoją miłość, jak realizować siebie w tej miłości, jak ją utrzymać i odnaleźć – tę najpiękniejszą i najważniejszą. Ale utwory zamieszczone na tej płycie mówią przecież nie tylko o miłości. Tam są też piosenki mówiące o pogodzeniu się dwojga ludzi - Czas rozpalić piec, a także Życzenia na dobry dzień - gdy się w nią wsłuchać, odnajdziemy w niej sporo dramatyzmu, i dlatego to piosenka, która szczególnie pasuje mi „na dziś”, wobec skomplikowanej rzeczywistości, która nas otacza. Wobec życia, które pozornie dostarcza nam tak wiele, a tak naprawdę zabiera nam jeszcze więcej. Pod spodem konsumpcji i pogoni za takim powierzchownym, doraźnym zadowoleniem, zabawą, satysfakcją, bardzo często kryje się rozczarowanie i poczucie, że gubimy sens naszego życia.

Jest także piosenka Życzenia z całego serca. A Pan jakie ma życzenia?
To utwór Skaldów, której słuchałem jako młodzieniec. Śpiewając tą piosenkę oczywiście przypominałem sobie siebie w czasach, kiedy dopiero zaczynały mi rosnąć wąsy, kiedy przeżywałem pierwsze uniesienia miłosne. Życzenia z całego serca to bardzo piękny i szlachetny tekst, przede wszystkim o tym, że jeżeli już żywimy uczucia pozytywne wobec drugiej osoby, to należy sobie uświadomić, że powinniśmy chcieć szczęścia tej osoby i rozmawiać z nią o tym. Ja się do słów tej piosenki dołączam.

Bądź moim natchnieniem to tytuł pierwszej piosenki. Co jest Pana natchnieniem w pracy artysty i w życiu?
Rola nas, artystów, to bycie rodzajem zwierciadła, w którym przeglądają się inni ludzie. Może odbieramy życie w sposób bardziej wrażliwy niż inni ludzie, lub po prostu jesteśmy nastawieni na wychwytywanie wszelkich charakterystyczności życia codziennego. Dlatego naszą pracą pokazujemy innym, jakie są nas wszystkich problemy, bolączki, bagaże. Tak więc moim natchnieniem jest to, co boli innych ludzi, co ich cieszy, bawi, czego im brakuje, za czym tęsknią. To wszystko, co artysta może przekazać na scenie, ekranie, bądź w piosence.

Na płycie znajdziemy Uciekaj moje serce, z muzyką Seweryna Krajewskiego i słowami Agnieszki Osieckiej. Przed czym według Pana uciekamy w życiu?
Czasami przed samym sobą, czasami przed przyznaniem się do przeciętności, porażki, do błędu, do tego, że kogoś zraniliśmy albo nie doceniliśmy czyjegoś wysiłku czy życzliwości wobec nas. Uciekaj moje serce to opowieść o ucieczce przed życiem bezsensownym, miałkim, nic nie znaczącym. Taka pogoń za ideałami - za wszelką cenę i tak długo, jak tylko mamy na to siłę i wyobraźnię. W końcu po to w ogóle jesteśmy na Ziemi - żeby się doskonalić i walczyć o wartości wyższe.

Na płycie znalazły się też dwa utwory z muzyką Włodzimierza Nahornego. Jednym jest Jej portret. Jaka jest dla Pana kobieta idealna?
Każdy – czy kobieta czy mężczyzna - nosi w sobie ikonę wymarzonego partnera. Ja też nosiłem zawsze w sobie taki bliżej nie sprecyzowany obraz kobiety idealnej, która będzie mi oddana, ciepła, dobra, mądra, wyrozumiała, cierpliwa, piękna, będzie moim natchnieniem i moim światem. Jej portret jest tak piękną piosenką, że zarówno w warstwie słownej, jak i muzycznej, „zamyka” ten niedościgniony ideał. Oczywiście, potem w konfrontacji z życiem okazuje się, że ta ikona, którą w sobie nosimy, to tylko taki nasz azymut, kierunek, w którym możemy się poruszać poszukując tej „drugiej połówki”.

Czas nas uczy pogody to przedostatni utwór na płycie. Pan miał ciekawe życie, 5 lat spędził pan w Kanadzie. Czy ten czas nauczył Pana pogody?
Wcale nie jestem pewien, że ta Ameryka to takie szczęśliwe miejsce. Wystarczy porównać, gdzie się bierze więcej narkotyków. Nie wiem, gdzie są ludzie szczęśliwsi. Na pewno nie tam, gdzie świat ich wartości kończy się na rzeczach materialnych. Niestety wydaje się, że i ostatnio nasza Europa zmierza w złym kierunku. Stary Kontynent ze swoimi doświadczeniami XX wieku powinien szczególnie dbać o to „kim mamy być”, a nie „ile mamy mieć” w lodówce czy na koncie. Europa powinna przede wszystkim pilnować swojej duchowości, tożsamości kulturowej, swojej siły. Nie wiem czy ktokolwiek jest w stanie dziś odpowiedzieć na pytanie: w co wierzy Europejczyk? Jeżeli siłą Europejczyka przestaje być religia, która była zawsze podstawowym elementem tradycji europejskiej, to powstaje pytanie: co jest tak naprawdę ważne? Konsumpcja zabija wartości, jeżeli podstawowym celem zaczyna być „mieć” a nie „być”, to zaczynamy się gubić. To te wzorce przede wszystkim dotarły na Stary Kontynent niestety zza oceanu. Ale wracając do Pani pytania:
Pogody trzeba się uczyć przez cały czas. Ogromną sztuką jest pogodzenie się i akceptacja rzeczy, których nie możemy zmienić, chociaż bardzo byśmy chcieli. Nie możemy na przykład zmienić tego, że zegar bije, że płyniemy przez kolejne lata w kierunku starości, że kolejne namiętności czy pasje wygasają. To wszystko ciągle się zmienia i mało czasami możemy na to poradzić. W związku z tym jedyne, co możemy zrobić, to zachować pogodę ducha, pomimo, że ktoś tragicznie umiera, a ktoś inny cierpi. Ważna jest akceptacja wielkich kataklizmów, rzeczy dla nas niewytłumaczalnych, wszystkiego tego, co daje nam do zrozumienia, że tak naprawdę jesteśmy tylko malutkimi robaczkami, które mogą żywić nadzieję, że los będzie dla nas łaskawy i pozwoli uczestniczyć w tym dziwnym widowisku, jakim jest świat.
Myślę, że pogoda ducha przychodzi z wiekiem, z siwym włosem, kiedy wyrównują się poziomy pomiędzy tym co „chciałbym”, a tym co „jestem w stanie”.

Na płycie znalazła się słynna Pod papugami (muz. Mateusz Święcicki, sł. Bogusław Choiński, Jan Gałkowski), którą wszyscy znają z wykonania Czesława Niemena. Nie bał się zmierzenia się z tak znanym utworem?
Po pierwsze inne utwory na płycie są także bardzo znane. Po drugie strach to złe słowo, równie dobrze mógłbym się w takim razie bać wykonania piosenki Jej portret czy Czas nas uczy pogody – przecież ten utwór śpiewała najpierw Łobaszewska, potem Sojka. Nie myślałem o strachu, a raczej o tym, że są to piosenki, które wyznaczają stałe punkty w historii muzycznej kilku pokoleń, że są to takie kamienie milowe, które towarzyszyły kilku pokoleniom. Natomiast sposób, w jaki Krzysztof Herdzin zasugerował w swojej aranżacji, który zgadzał się z moimi odczuciami, mam nadzieję jest zupełnie czymś innym, niż prezentował Niemen. Moja wersja tej piosenki nie jest ani wesoła, ani rozrywkowa, ta piosenka rysuje obraz mroczny, niebezpieczny.

Co tak naprawdę stało się inspiracją do nagrania tej płyty?
Pomysł wyszedł od Polskiego Radia, w okresie, w którym serial Klan osiągał swoje szczyty popularności. Otrzymałem wtedy Telekamerę, nagrodę czytelników Teletygodnia, jako Najpopularniejszy Aktor 2000 roku. Myślę, że Polskie Radio chciało uchwycić moment dużej popularności mojej osoby. Oczywiście, nie bez znaczenia był fakt, że śpiewam od początku mojej kariery zawodowej. Pochodzę z rodziny śpiewającej, mój ojciec całe życie był bardziej znany jako aktor śpiewający niż dramatyczny czy filmowy.

Płyta zawiera 13 znanych sentymentalnych polskich piosenek. Skąd wybór tych a nie innych utworów? Co w nich jest urzekającego?
Piosenki na płytę wybieraliśmy razem: redakcja Polskiego Radia w osobie Giny Komasy i ja. Czasami Gina coś sugerowała, czasami ja. I szukaliśmy, myśleliśmy prawie rok. Nie chodziło nam tylko o to, żeby wybrać piosenki, które nam się podobają i pasują do mojej osoby, ale także o takie, które tworzyłyby ze sobą całość, jakąś zamkniętą kompozycję. Wydaje mi się, że to się udało. Rzeczywiście, płyta brzmi bardzo sentymentalnie. Jest utrzymana w innym rytmie niż to, co nas otacza, oderwana od codziennego zgiełku. Komuś, kto w codziennym pośpiechu włącza radio i przełącza z kanału na kanał, rozmawiając jednocześnie przez telefon komórkowy, płyta może się wydać niedzisiejsza. Taka jakaś zwolniona, zadumana, refleksyjna. Ale po pierwsze: to nie jest płyta dla wszystkich. Na pewno nie dla fanów muzyki klubowej. Choć myślę, że znajdą się młode osoby, które po głębszym wsłuchaniu się w muzykę z tej płyty znajdą w niej spokój, kulturę, piękno tekstów i muzyki. A pokolenia, które znają te piosenki od dawna, powinny tej płyty słuchać z przyjemnością. A także ci, którzy lubią doktora Lubicza, czyli Tomasza Stockingera, pewnie nie będą mieli nić przeciwko, żeby posłuchać znanych piosenek w moim wykonaniu.

Co w ich interpretacji wydawało się Panu najważniejsze?
Żyjemy w takich dziwnych czasach, w których tekst przestaje być równorzędnym partnerem dla muzyki. Tak zwane przeboje bazują na nieskomplikowanej frazie melodycznej, natomiast tekst to tylko taki dodatek. Natomiast piosenki, które znajdują się na tej płycie są świetnym przykładem na to, że zarówno tekst, jak i muzyka to cudownie dobrani partnerzy, tworzący wspaniałą całość. Na tej płycie nie ma ani jednej piosenki, w której tekst byłby banalny albo mówił o niczym. Wszystkie teksty w sposób bardzo poetycki poruszają to, co w nas jest najważniejsze, od miłości począwszy, przez zdobywanie mądrości życiowej, na żarcie kończąc - na przykład przepiękna piosenka Miłość złe humory ma z filmu z lat 60. Małżeństwo z rozsądku.

Na płycie współpracuje pan z wybitnymi polskimi muzykami jazzowymi. Jak doszło do tej współpracy?
To zasługa przede wszystkim Krzysztofa Herdzina, który jest wespół z Wojtkiem Zielińskim autorem aranżacji na płycie, a także niezwykle modnym i cenionym reprezentantem młodego pokolenia muzyków. Jest szalenie ceniony w środowisku, wszyscy chcą z nim pracować. Zresztą on potrafi naprawdę wszystko, włącznie z rozpisaniem muzyki na orkiestrę i poprowadzeniem bardzo dużego składu. Dzięki swojej „pozycji” mógł zaprosić do udziału w płycie znakomitych muzyków, takich jak Henryk Miśkiewicz.

Czy dla Pana ta płyta jest realizacją piosenkarskich ambicji czy raczej przerywnikiem w pracy aktora?
Wydaje mi się, że dojrzałem do tego, żeby samemu wyjść na scenę i zaprezentować się w „recitalu dojrzałego aktora”. To nie byłby recital piosenkarski, a raczej „piosenka Tomasza Stockingera”.

Czyli to dla Pana ważny element Pana pracy.
Tak, mam za sobą wiele lat na estradzie. Estrada to dla aktora przeżycie bardzo autentyczny, doświadczenie żywego, spontanicznego spotkania z publicznością. Ja to lubię. Z reguły słyszę pozytywne opinie na temat mojego śpiewania. Czasami nawet ludzie są zaskoczeni, że śpiewam. Ta płyta dała mi impuls do tego, żeby popracować na estradzie właśnie z piosenkami. Chciałbym swój wizerunek popularnego aktora z serialu wykorzystać na spotkania z publicznością na płaszczyźnie muzycznej.

Co dla pana jako aktora wydaje się w śpiewaniu najważniejsze?
Piosenka składa się z muzyki i tekstu. Jedno i drugie musi być wykonane w sposób zawodowy.

Ma Pan jakieś muzyczne wzorce?
Tak, one sytuowałyby się gdzieś w okolicach Franka Sinatry i Yves Montanda.

A jakiej muzyki słucha Pan dla odpoczynku?
Przede wszystkim dobrej. Nie stronię od muzyki bardzo współczesnej. Jestem zmęczony tym, że prawie wszystkie stacje radiowe serwują nam ten sam repertuar, niestety w większości zachodni - nie wiem dlaczego. Skoro urodziłem się w tym kraju, zasługuję na to, żeby słuchać piosenek polskich, tym bardziej, że mamy ich bardzo dużo. Nie wiem, czy Polacy mają kompleksy i muszą się otaczać muzyką zachodnią, żeby się poczuć lepiej.

Popularność, sukcesy, dużo zajęć. Czuje się pan spełniony jako artysta?
Oczywiście, nie mogę narzekać, bo bardzo dużo pracowałem w życiu i zdobyłem ogromną popularność, doświadczenie. Ale czy jestem spełniony jako artysta? Chyba nie. Myślę o powrocie do teatru, może nie tyle do „poważnych” ról, ile do „ważnych”, w których mógłbym spożytkować moje doświadczenie filmowe i telewizyjne. Brakuje mi mądrego, dorosłego, dojrzałego kina, w którym mógłbym coś zagrać. Z drugiej strony nie sądziłem, że będę miał swoją płytę. Teraz ją mam, więc jest mi niezwykle przyjemnie.

Rozmawiała: Elżbieta Chojnowska